|
piątek, 05 lutego 2010
rozpływam się
Rozpływam się słuchając utworu, promującego nową płytę Massive Attack. Nigdy nie byłam zagorzałą zwolenniczką, ale... "Paradise Circus" to rzecz genialna! Obłędny głos Hope Sandoval, pianino, pulsujący bass, wspaniałość. Jeśli jeszcze nie słyszeliście usiądźcie miękko w fotelu, zamknijcie oczy i poczujcie. Obowiązkowo tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=O86iI7oXYfA
czwartek, 04 lutego 2010
francuskie impresje
Francja, po raz pierwszy na dłużej, ujęła mnie swoim ciepłem. Klimatycznymi, ciasnymi uliczkami. Kolorowymi podwórkami, do których zaglądałam wraz z aparatem. Cudowną nocną iluminacją, różową, fioletową, każdą. Oprawą chóru gospel w katedrze Notre Dame. Zwyczajaną codziennością. Styl ubioru Francuzek jest tak bardzo mój, że chwilami czułam się jakbyśmy miały wspólne garderoby. A teraz dopieszczam się kolejnymi płytami z wyprawy. Jest nareszcie płyta Noir Desir i nawet baśń-musical "Ołowiany żołnierzyk" w wersji français z oryginalnym pomysłem na książeczkę w stylu Mozilowego "Debiutu". Zjawiskowe baleriny oraz chusta rodem z prowansji. I mnóstwo, mnóstwo zdjęć, które właśnie ogarniam.
sobota, 23 stycznia 2010
czy będziesz wiedział...
Nie jestem normalna. Po tylu latach bycia razem tęsknię jak dziecko potrzebujące przytulenia. Mam wrażenie, że z każdym rokiem bliżej. Mocniej. Na pewno piękniej. Czasami, w tym kontekście przypominam sobie tytułowe pytanie z publikacji M. Janion, która pyta "Czy będziesz wiedział, co przeżyłeś?" (choć zadane w zupełnie innej wierze). Wiem, do szpiku kości wiem, co przeżywam i w czym uczestniczę. Dlatego tęsknię.
wtorek, 05 stycznia 2010
...
Rozpłynęłam się w zachwycie, widząc po raz pierwszy coś takiego. Przecudnej urody wisior z meteorytem w środku. W dodatku zielony. Naprawdę, uwielbiam być zaskakiwana, nie tylko samym prezentem a zwłaszcza faktem jego zdobycia. Zupełnie jak w ostatnich dniach, kiedy z niekłamaną satysfakcją zachwycałam się zdjęciami polskich fotografów na wystawie World Press Photo. Chcę wierzyć, że kiedyś będę potrafiła móc tak samo dobrze.
wtorek, 08 grudnia 2009
opium dla mas
Nie trawimy trudnych pytań, bo najbardziej bolą nas odpowiedzi. Te prawdziwe. Słowa wytrychy otwierają już tylko usta. A mentalny rytualizm ogranicza jednak najbardziej poziom naszej abstrakcji. Wciąż potrzebujemy ekspertów, mogących wykładać oczywistość językiem zagmatwania. Architektów wnętrz, kształtujących jedynie słuszne gusta. Projektantów, by nie być passe. Artystów, malujących turkusowy obraz pod kolor salonowej sofy. Psychoanalityków, tłumaczących jak w nieskomplikowany sposób przechytrzyć samych siebie. Opium dla mas. A ja uparcie ćwiczę sztukę niedowierzania. I dobrze mi z tym.
sobota, 05 grudnia 2009
cynamonowe myśli
Bing Crosby i Rosemary Clooney leniwie snują się u mnie na poddaszu. Już trochę przedświatecznie. Pierwszy tak mroźny poranek tutaj. Przez półokrągłe, poddaszowe okno widać tylko przykurczone szronem dachy pobliskich kamienic i wzniesienia okalające dolinę. A ja, człowiek nizinny, stoję przy oknie i zachwycać się nie przestaję. Jak zawsze biel na zewnątrz wzmaga we mnie chęć przytulenia i przybiera kształt grzanego wina. Cynamonowe myśli. Byle do Świąt.
niedziela, 22 listopada 2009
czwartek, 12 listopada 2009
mężczyzna ma pasję, kobieta ...?
Odkąd pamiętam mój świat był w znacznej mierze budowany przez męski intelekt. Otaczając się od dziecka męskimi mózgami nie ubolewałam wcale na brak tzw. przyjaciółek. Analizując wszystko od podszewki wiem, że żadna ze znanych mi kobiet nie zaskoczyła mnie nigdy tak bardzo swoją pasją i niebanalnością jak czynili to mężczyźni. Nie zaskoczyła na tyle, by czerpać nieskrywaną przyjemność z rozmowy, wymiany myśli, bycia. Tak, to pewnie kwestia moich wyborów, ale jednak. Nie cierpię uogólnień, więc niech to będzie uogólnienie dla potrzeb tego miejsca - kobiety najczęściej nie realizują swoich pasji i nie potrafią poświęcić się i oddać czemuś tak bardzo jak mężczyźni. Imponuje i zawsze imponowało mi męskie podejście do życia, zafascynowanie, ciekawość świata, taki błysk w oku, który gdy na niego patrzysz zaraża charyzmą. Bardzo rzadko odnajduję wśród kobiet takie, które potrafią autentycznie intrygować sobą. Może nie mam tyle szczęścia, nie wiem. U mnie jest tak, że gdy poświęcam się czemuś to wprost z infantylną fascynacją, ale nigdy kilku rzeczom na raz. Najpierw było malarstwo, kreślenie i rysunek, które z czasem znalazły swój upust na politechnice. Kiedy pasja stała się w pewnym stopniu codziennością zaczęła się przygoda z fotografią, która trwa do dziś (a'poropos trzymajcie kciuki za prace wysłane na konkurs :). Kobiety bywają jałowe, przewidywalne, gdy z męskich ust po raz kolejny słyszę "jaka ona nudna" to zaczynam rozumieć. Nie wiem, a może to tylko mój męsko działający hipokamp. A tutaj kilka dźwięków, dzięki ktorym dziś zrobiło się cieplej u mnie na poddaszu.
piątek, 30 października 2009
Zmiana na inne
Zmiana pokazała, że to co dotychczas ważne stało się zupełnie relatywne. Kiedy mówisz komuś, że rzucasz pracę niektórzy ostrzegają cię przed frustracją - jak to, masz dom, posadkę, męża teraz już przecież tylko dzieci! (Ja sama w to nie wierzyłam, ale żyjemy w mocno jeszcze tradycyjnym kraju). A ja w końcu tu i teraz nic nie muszę. Udowadniać ani sobie ani innym. Po prostu cieszę się życiem. Małymi wielkimi radościami. Teraz śmieję się z tych wszystkich cioć i wujków "dobra rada" z ogromnym politowaniem. Zmiana dała również Jemu właściwie coś fantastycznego - nagle okazało się, że przebycie zaledwie kilkuset kilometrów, by osiąść na innym uniwersyteckim krześle otworzyło dotychczas mało dostępne drzwi. Obserwują dla Niego teleskopy w Japonii, Teksasie, Bułgarii, na Tajwanie i On niedługo sam w Chile. Są możliwości - jest rozwój. Zmiana dała jedną z lepszych lekcji tolerancji. Gdyby rok temu ktoś powiedział mi, że po tych wszystkich podyplomówkowych historiach będę jeszcze uczestniczką kolejnych uniwersyteckich perypetii, nie uwierzyłabym. Dziś myślę sobie, że nie ma większej lekcji tolerancji, niż możliwość studiowania w jednej grupie z ludźmi jedenastu różnych narodowości, rozpiętności wieku (ok 40 lat) oraz różnych stopni naukowych. Zaczynam już rozumieć dlaczego ten ponad 450-letni uniwersytet przyciąga tylu ludzi. Tu naprawdę czyje się wolność! Natomiast nie czuje się jednego - czegoś co drażni mnie u nas - tutaj ludzie nauki nie dowartościowuja się gadżetami mającymi w założeniu ukazać ich wartość. Nie są śmiertelnie poważni, są normalni, dostępni, bez zbędnego zadufania w sobie, bufonady - autentycznie uśmiechnięci. Profesor z plecakiem jadący rowerem, po prostu! Zmiana pokazała, że zamieniając dom na wynajęte mieszkanie (swoją drogą prześliczne kamienicowe poddasze) można obyć się na co dzień bez ogromu rzeczy, które dotychczas uznawało się za niezbędne (sic!). Nagle okazało się, że to co naprawdę potrzebne do życia każdy z nas jest w stanie zorganizować sobie w dwa dni, prawdopodobnie w każdym zakątku świata. I nagle budząc się rano zaczynasz podziwiać okalające dolinę góry i przecudne mgły dookoła! I masz na to czas! Zmiana poprzedzona kilkumiesięczną rozłąką pokazała, że po kilku latach znajomości i małżeństwa tak kiedyś jak i dziś nie lubimy półśrodkow, nie dajemy wiary małżeństwu na odległość, potrzebujemy siebie nawzajem. Bezwarunkowo. Zmiana nadała sens słowom i znaczenie rzeczom, które w swej istocie są naprawdę ważne!
czwartek, 24 września 2009
rosa
Uwielbiam, gdy budzi mnie nad ranem i z lubieżnością w oczach mówi czego pragnie. Bezswtydnie. Spija każdą kroplę porannej rosy.
wtorek, 15 września 2009
podczas
Obejrzałam "Walkirię" i zaczęłam zastanawiać się co działo się podczas wojny w tej kamienicy, w mieszkaniu w którym mieszakamy, na tej ulicy /kamienica z przełomu XIX i XX w/. Kto tutaj w tym czasie żył, co przeżywał. Mam czasem takie myśli - spekuluję o życiu, którego nie znam.
niedziela, 06 września 2009
nie ucichnie!
Ostatnio mam ochotę na zrobienie czegoś szalonego. W głowie są pomysły, domysły i zachcianki! Wiele! Wiem, że już za rok startujemy (ja z kolegą) z pewnym pomysłem - jako, że pasja fotografowania we mnie nigdy nie ucichnie! Biorę udział w dwóch konkursach foto, jeśli nie wygram to przyznam się a jeśli będzie ok to moje dłonie będą cieszyć się nowym Nikusiem! dworzec, nocne uliczki i małżeńskie zaręczyny
Piękne są uściski na dworcach, powitania i zacałowania. Kiedy wysiadłam z ICE i biegłam w Jego kierunku czułam, że znów mam coś w sobie z tej małej dziewczynki czekającej przytulenia. Idąc nocnymi uliczkami miasta naszej małej emigracji chciałam wszystko powiedzieć, wszystko na raz. Było tyle myśli, które czekały, tyle emocji, których żaden skype czy inny oddać nie może. Kiedy weszłam do mieszkania jego wnętrze rozświetlała niewielka lampka. Na stole bukiet ze słoneczników i lawendy. A tuż pod nim niewielkie czerwone pudełko. Czułam, że to kolejne małżeńskie zaręczyny, kiedy On powiedział: jest w nim siedem brylantów, każdy z nich to kolejny rok życia z tobą.
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
byle blisko
Nie chcę już nawet myśleć jaki zbieg zbiegów musiał nastąpić abyśmy kiedyś mogli się spotkać. Spotkać i w pierwszej chwili pochłonąć siebie.. fizycznie, intelektualnie, sensualnie! Zbliża się kolejna rocznica ślubu, kolejna bycia razem i choć tych lat jest już tak wiele czuję coś przedziwnego - z każdym dniem potrafię kochać bardziej. To coś przedziwnego nie zadaje pytań, nakazuje biec bez pamięci tam gdzie On i pytać, które z twoich marzeń mogę jeszcze spełnić. Czasami chciałabym obdarzyć każdą z kobiet na tej planecie choć jednym dniem takiego spełnienia, które jest moim udziałem. Dziś jest ten dzień, w którym świadomie rezygnuję z części siebie. Z tej ważnej części. Kończę pracę, rzucam wszystko i jadę by być blisko. Po prostu! Nie zadaje już pytam, nie rozstrząsam - uwielbiam Jego umysł także za to, że razem z moim wartościuje monochromatycznie, nie inaczej. I nie przerażają mnie nawet tłumy pukajacych się w czoło kobiet, z mimiką twarzy mówiącą "co ty robisz i po co?". Jest moim szarocodziennym przyjacielem, najwytrawniejszym kochankiem, najskuteczniejszym psychoterapeutą. Żadna praca, żaden dom, żaden ogród, żadne inne przyjaźnie, żadna przestrzeń nie zatrzyma mnie przy sobie jeśli nie zaoferuje mi Jego porannego oddechu w okolicach mojego karku. Ja wiem to banał, ale po co silić się na inne opisy? Już jutro.
sobota, 29 sierpnia 2009
prezent
Jeszcze kilka dni w domu. Ponowny wyjazd i powrót na ślub mojej siostry. Wczoraj określiła swoje życzenie odnośnie prezentu ślubnego: "namaluj mi jakąś abstrakcję". Obrazem podarowanym jej kilka lat temu cieszy się jak dziecko, mimo że robiony kiepskimi matariałami, jeszcze za czasów moich studiów na wydziale architektury. Cenię moją rodzinę za takie podejście - nie kasa, nie inne dziwne prezenty ale coś osobistego, gdzieś z głębi mnie. Tylko teraz czasy się zmieniły - jesli ludzie są ze sobą kilka lat wcześniej (zupełnie jak my) to co można sobie życzyć, przecież nie kolejny zestaw obiadowy na 24 osoby nawet gdyby to był arystokratyczny Furstenberg czy francuski Lalique.
sobota, 15 sierpnia 2009
lawendowe powroty
Dziwne są powroty po dłużych nieobecnościach, na nowo poznawanie mieszkania, które przecież samemu się urządzało, głaskało i dopieszczało. A wracając człowiek się dziwi, że podłoga jest jednak ciemniejsza niż się wydaje, fotel mięciutki i że lawenda w doniczce jeszcze się trzyma i pachnie! Nasz ogród jest tak zielony, jak zdaje się nigdy dotąd - uwielbiam dziwić się jak dziecko miękkiej trawie spowitej rosą, dziesiątkom opasłych krzewów i jabłkom lecącym z nieba.. mój mały infantylizm. Cudnie jest tutaj wracać i choć tyle razy tłumaczę sobie, że nie mogę przywiązywać się do miejsc i rzeczy to i tak jest to niewykonalne. Jednak wolę być zaskakiwana i dziwić się rzeczom, które z pozoru nie wydają się oczywiste. Jak ten mężczyzna jadący naprzeciw mnie w pociągu - dziennikarz i profesor historii z Berlina, który opowiadał o swojej przygodzie z bardzo znanym 'radiem' i nie mniej znanym 'ojcem dyrektorem', kiedy to podczas mniej oficjalnej kolacji wstał i powiedział: 'ojcze, ojciec jest jak pierwszy sekretarz, tylko zarzadza co jest ważne, a co nie'. Miało to miejsce w momencie, kiedy podczas kolacji pewna pani przyniosła szanownemu ojcu trzy artykuły do recenzji pytając, który z nich powinien ukazać się w słynnej gazecie'. Ojciec rzuciwszy swym okiem na jeden z nich - rzyciwszy okiem na tytuł naturalnie - powiedział: 'ten absolutnie nie!'. Mój rozmówca nigdy później nie był już proszony na salony.. Jedziesz człowieku daleko a po drodze i tak się dowiesz co tam u Ciebie na wsi słychać :)
środa, 12 sierpnia 2009
idąc
Idąc uliczkami w stronę naszej kamienicy i trzymajac w dłoni nowy nabytek pomyślałam, że mentalnie mogłabym chodzić odziana w samą trobę i buty. Mieszkanie w centrum temu sprzyja, niebezpiecznie bardzo. To nie jest pewnie jakkolwiek rewelacja, gdyż kobietą jestem. A ta była jak każda wyjątkowa, z mięciutkiej, oliwkowej skóry. Wrzeszczała kolorem i każdym odgłosem dotknięcia abym zabrała ją ze sobą. Nie mogłam odmowić. Torebka.
sobota, 08 sierpnia 2009
wieczorne myśli nieuczesane
Mój mąż dzisiejszego popołudnia ocenił biegle "ty masz libido takie poczwórne". Cokolwiek miałoby to znaczyć.. i naprawdę nie wiem czy będą z tego dzieci. Poza tym Mój mąż miewa ostatnimi czasy jakąś fluorofobię - już tłumaczę. W mądrych publikacjach podobno jest udokumentowane jakoby fluor zawarty w pastach do zębów czy wodzie szkodził zdrowiu a wręcz był toksyczny - dostałam dziś zatem niezliczoną ilość linków do tychże dowodów, badań etc. oraz zostałam poinformowana jakich past będziemy niebawem używać. Koniec. A ja na to sobie gwiżdżę. Wieczorem słuchając w tym obcojęzycznym zamęcie listy przebojów trójki kolejny raz odkryłam jej głos, posłuchajcie proszę.. http://przet.wrzuta.pl/audio/7Fv5gcUYCsk/agnieszka_chrzanowska_-_nie_znajdziesz_mnie klimat
Dziś był urok nowych wrażeń w odwiedzonym po raz pierwszy mieście. Lubię, gdy coś potrafi mnie zdziwić, zadziwić do granic skwaszonej miny. Było zamknięte muzeum bauhausu, dlatego wizytę trzeba niebawem koniecznie powtórzyć. Był klimat małej uroczej starówki z muzyką graną w każdym jej zakątku na innym instrumencie, była też zwarta i mówiąca ze śmiesznym akcentem grupa rosyjska, która rozbawiła wielu przechodniów, z zachwytu przysiadających na bruku. Były też nieprzyzwoicie pyszne lody o dziwnych smakach w uroczej cafe, było słońce, różowa sukienka, brzoskwinie w ogrodzie Goethego ale przede wszystkim był On. Lubię powiedzieć sobie pod nosem od czasu do czasu - czujesz ten klimat E.?
piątek, 07 sierpnia 2009
boso przez..
Niektórzy ludzie chodzą tutaj boso. Rozumiem, że tradycja filozoficzna i ponad pięćsetletnia tutejszego uniwersyetu zobowiązuje, ale.. Zastanawialiśmy się nad tym faktem snując coraz to nowe przyczyny tegoż faktu, który póki co nas dziwi - a może Schiller, Goethe, Hegel czy inni tutaj tak chadzali? Aż wczoraj spytałam jedną znajomą - mówi, że chcą mieć taki kontakt z naturą chyba. Z betonem? - pytam się.
|